Mieszkanie od zakupu do oddania cz.1

Witajcie, jak obiecałem to tym razem udało się zamieścić kolejny wpis po niecałym tygodniu. Pomimo że jest zima to w budowlance jest nawał pracy. Obecnie mamy rozpoczęte dwie inwestycje.

Jedna to mieszkanie 28m2, niewielka kawalerka w starej kamienicy. Kamienica została częściowo odnowiona tzn. wykonano ocieplenie i tym samym elewację co znacznie poprawiło wygląd budynku. W budynku jest 9 małych mieszkań. Małych bo zwykle mają od 25 do 34m2. Żadne z mieszkań nie miało swojej łazienki, a jedyna ubikacja (wspólna) jest zlokalizowana na parterze. Mieszkanie gdzie przeprowadzamy obecnie remont również nie posiada łazienki. 

 

 

 

 

Na mieszkanie składają się dwa pomieszczenia jedno to tak zwana kuchnia, drugie to pokój. Kuchnia wyposażona jest w bieżącą wodę oraz piec kuchenny na węgiel. W pokoju piec kaflowy. Na pierwszy rzut oka to beznadzieja!  Mając jednak już kilka remontów na koncie od razu zauważyłem w tym mieszkaniu potencjał.

Jest plan więc działamy!

Trzeba wydzielić łazienkę oraz wykonać instalacje. Przystępujemy więc do działania i od razu problem. Pani która posiada piwnicę, z której można podłączyć kanalizację nie daje zgody na wejście. Trzeba podjąć decyzję co robimy. Najlepiej kupić młynek i odprowadzać ścieki do istniejącej kanalizacji fi 50. Między czasie odbywa się zebranie wspólnoty i jeden z sąsiadów ma tak zwane „wejście do sąsiadki” i Pani się zgadza.

Zrywamy podłogi. Pod podłogą mamy ok 30cm miejsca więc całe instalacje będzie można tam ułożyć. Prace trwają ok 3 dni – niestety do EKIPY POLSATU w dalszym ciągu nam trochę brakuje. Po instalacjach ponowny montaż podłogi, między czasie wykonujemy instalację elektryczną i podwieszamy sufity.  Z uwagi na blokadę ze strony konserwatora zabytków i związane z tym konsekwencje czyli brak możliwości ocieplenia frontowej ściany, kładziemy ocieplenie od wewnątrz wełną mineralną grubości 5cm. Podczas prac wybieram źródło ogrzewania, wybór pada na ogrzewanie elektryczne lecz przygotowujemy całą instalację c.o. w taki sposób by można kocioł zastąpić gazem lub innym paliwem, a obecnie zasilane będzie z kotła elektrycznego. Dlaczego kocioł elektryczny?

  • kocioł elektryczny nie jest drogi ok 3000zł,
  • nie wymaga dostosowania się do jakichkolwiek norm za wyjątkiem instalacji elektrycznej którą i tak wymieniamy ( w tym przypadku wymagany jest przekrój przewodu (3x 2,5mm),
  • nie potrzebujemy komina,
  • nie wymagany jest nawiew, który w mieszkaniu dodatkowo powoduje straty ciepła,
  • można go zainstalować w dowolnym miejscu,
  • koszt ogrzewania przy tak małym mieszkaniu w taryfie dwustrefowej nie powinien przekroczyć 150zł/mc zimowy (jak podają niektóre portale już od lutego mają być zapowiadane przez rząd taryfy anty-smog a koszt kilowata ma oscylować w granicach 0,17zł/kWh) ,
  • nie trzeba nosić opału, czyścić kominów i malować co dwa lata.Obecnie mamy wydzieloną łazienkę oraz zapłytowany sufit  i rozłożone wszystkie instalacje (minęło 5 dni). Myślę, że wynik prac dobry – wiadomo do POLSATU brakuje nam całe dwa tygodnie 🙂 (porównanie z ekipą z programu Nasz Nowy Dom).

    Niebawem druga część sprawozdania z tego remontu.

Kolejna relacja ze zużycia gazu

Witajcie, u mnie się dzieje dlatego niestety nie mam czasu pisać za co Was przepraszam. Mam nadzieję, że nadgonię zaległości. Dzisiaj krótki wpis na temat zużycia gazu. Myślę, że osoby zainteresowane instalacją gazu płynnego czekają z niecierpliwością na kolejne relacje, które wcześniej tutaj obiecałem.

Stan zużycia gazu prezentuję na zdjęciu, z którego odczytać można że w butli pozostało ok 57,5% zbiornika. Zbiornik ma pojemność 6400l i jak wcześniej wspominałem zatankowany był do 85% (taki przepis). Obecny koszt ogrzewania mojego domu gazem to ok 2900zł po cenach obecnego tankowania. Dla przypomnienia dodam, że ogrzewany dom to Azalia IV, którego budowa opisana była na blogu „azalia„.

Jak obliczyłem kwotę?

Pierwsze tankowanie to 5400l według dowodu wydania i wskazań licznika 85% czyli 6400l * 85% daje 5440l. Myślę że opierając się na procentowym wskaźniku możemy stwierdzić że było 85%.

 

Obecnie w zbiorniku pozostało ok 57,5% co z 6400l stanowi 3680l, więc różnica pomiędzy stanem początkowym 5400l a stanem obecnym 3680l stanowi zużycie realne – czyli 1720l

Pierwsze tankowanie miałem po 1,29 czyli licząc po tej cenie zużyłem gazu za 2167,20zł, a licząc po cenie po której jestem w stanie zatankować zbiornik czyli 1,68zł to koszt, który poniosłem to 2889,60zł

Czy to dużo? Myślę, że nie! Dom opalam gazem od 10.09.2017r i ogrzewam również wodę użytkową. Dodam, że mam do ogrzania 2 x 70m2 oraz piwnicę o tej samej powierzchni, która jest otwarta na dom. Temperatura w domu to 22+ *C, Temperatura w piwnicy to ok 17-18*C, Temperatura w sypialni 18-19*C. Dom ogrzewany jest 24h gdyż cały czas przebywa w nim żona wraz z dziećmi.

Proszę o komentarze, jakie macie Wy doświadczenia i ewentualne uwagi.

Czym ogrzewać dom gaz czy ekogroszek

Witajcie w NOWYM ROKU 2018!

Wszystkim życzę wszystkiego dobrego ale przede wszystkim zdrowia.

Dzisiaj chciałbym podyskutować z Wami o opalaniu domu. Temat dzisiejszy to „Czym ogrzewać dom gaz czy ekogroszek”? Obiecałem, że temat przybliżę po okresie zimowym, ale ostatecznie stwierdziłem, że warto go poruszyć już teraz. Dla zaspokojenia ciekawości niektórych czytelników dodam, że obecnie moja firma obsługuje kilka budynków gdzie mamy różne rodzaje paliwa, a mam doświadczenie i z takimi, które dotychczas ogrzewane były ekogroszkiem a obecnie zainstalowany jest kocioł na gaz (płynny – taki z butli). Zanim dojdziemy do wartości, kosztów ogrzewania i innych danych mających wpływ na decyzję co jest lepsze to warto opisać sytuację kiedy to w naszej miejscowości nie ma możliwości podpięcia się pod gazociąg. Życie nauczyło mnie, że nie ma sytuacji bez wyjścia, jeśli chcesz gaz to możesz go mieć! Więc pierwszym moim krokiem było rozeznanie się w temacie gazu płynnego z tak zwanej butli. Obiekt jakim jest butla nie jest ozdobą na działce. Szybko jednak Was uspokoję i oznajmię, że zbiornik można wkopać i to bez większych problemów. Dobrze jest (w mojej ocenie) znaleźć firmę dystrybutora, który wynajmie nam zbiornik i dodatkowo obsłuży całą inwestycję. Ja takie firmy brałem dwie pod uwagę, ale z uwagi że nie sponsoruję nikogo nie będę podawał publicznie ich nazw (zainteresowanych proszę o kontakt meilowy). Wybór firmy poprzedziłem analizą wszystkich kosztów dotyczących instalacji i przystąpiłem do podpisania umowy. Przyjechał przedstawiciel, oczywiście pytałem o zużycie na metr kwadratowy ale uważam że nie ma to większego sensu bo każdy chce sprzedać i tak „pokoloruje” aby przystąpić do umowy. W każdej firmie jest kilka wariantów i UWAGA nie każdy tani wariant jest najtańszy w użytkowaniu. Wyjaśniając przytoczę swój przykład w którym wybrałem umowę na czas nieokreślony w zasadzie bez żadnych dodatkowych warunków jednak z opłatą za samą instalację, której koszt w przypadku mojego zbiornika 6400l wyniósł 3800zł i firma rozłożyła mi go na 12 rat bez oprocentowania, po mojej stronie pozostała koparka ok 300zł oraz projekt, który wykonałem w lokalnej firmie za 900zł wraz z wszystkimi formalnościami. Po wykonaniu wszystkich prac, oddaniu tego etapu budowy (instalacja gazowa podlega pozwoleniu na budowę), możemy zamówić gaz. Pierwsze tankowanie to cena zwykle od 1 do 1,09zł netto za litr. Właśnie dlatego warto zatankować zbiornik do pełna. Zbiornik zatankowany. Pozostaje kotłownia, którą wykonujemy wraz z poprzednim etapem budowy i warto właśnie zrobić projekt jeden – dla zaoszczędzenia pieniędzy. Cała instalacja to zwykle metr lub kilka metrów rury miedzianej podłączonej do kotła. Kocioł również warto kupić samemu. Kilka razy kupowałem już kotły i oczywiście dla siebie do domu wybrałem z tak zwanej wyższej półki płacąc za niego ok 1300zł więcej. Mogę teraz śmiało napisać, że nie warto. Kolejnym razem kupiłbym tańszy polski kocioł gdyż nie zauważam różnicy na plus dla swojego (droższego) kotła. Przy wyborze miejsca na kotłownię na gaz płynny musimy pamiętać, że jest to gaz cięższy od powietrza i nie można instalować go w pomieszczeniach poniżej gruntu – tzn w piwnicach i innych zagłębieniach. Gaz ziemny z kolei można instalować w piwnicach zachowując jedynie warunki dotyczące pomieszczeń na kotłownię. Warto tutaj też dodać, że instalowany kocioł nie zawsze musi mieć komin, w przypadku kotłów do 20kW można zrobić wyrzut spalin przez ścianę. Dystrybutor comiesięcznie pobiera od nas jedynie opłatę za najem zbiornika 30zł, lecz warto powalczyć o odroczenie tej opłaty – zwykle jest to rok.

Wróćmy do porównania ekogroszku do gazu. Więc kotłowni gazowej używam od września 2017r. Obserwowane zużycie gazu to obecnie ok 1276 l (za okres od września), regularny koszt gazu przy umowie np. na 3 lata to 1,68/l brutto, pierwsze tankowanie miałem po 1,29zł/l czyli spaliłem za 1646zł po cenie tankowania, a licząc po cenie uzupełnienia 2144zł. Warto tutaj dodać, że z poprzednich lat wynik był taki, że spalałem ok 1 tony ekogroszku na miesiąc zimowy czyli przy obecnej cenie 900zł/mc. Z przedstawionych danych na pewno nie staram się udowodnić co jest tańsze gdyż nie można porównywać konkretnych lat do siebie. W podobnym okresie przecież mogły wystąpić inne temperatury. Myślę, że dodatkową informację jaką zauważyłem to spadek zużycia prądu w stosunku do pieca na ekogroszek. Kocioł na ekogroszek dodatkowo zużywa energię na podajnik oraz kilka dodatkowych pomp w kotłowni. W kotle gazowym wykorzystuję tylko pompę w zestawie, a jak wiadomo podajnik w kotle gazowym nie jest potrzebny :). Wyższość kotła gazowego nad ekogroszkowym to również sprawność kotła ok 98% oraz czystość, która teraz króluje w kotłowni. Nie ma też potrzeby zagospodarowania dodatkowego czasu na czyszczenie kotła co tydzień i znoszenie opału do piwnicy. Pomimo iż zima jest łagodna i koszt gazu przekroczył już 2000zł to obecnie jestem zadowolony, zachęcam Was do zadawania pytań, komentowania i dyskusji. Myślę, że poza przedstawionymi wyżej argumentami osiągnąłem cel eko – z komina wydobywa się tylko para. Podsumowując całą inwestycja pochłonęła ok 10tys zł. Dodam, że na taki kocioł można zwykle pozyskać dotację, gdyż kotły gazowe to ekologiczne źródło energii.

Kolejna relacja ze zużycia gazu

Planowanie instalacji elektrycznej

Instalacja elektryczna, to jedna z ważniejszych instalacji w budynku. Obserwując swoich znajomych oraz wszystkich budujących śmiało mogę stwierdzić, że większość zbyt lekko podchodzi to tego typu instalacji. Nie wiem dlaczego, ale wody (instalacji wodnej) każdy się boi, natomiast kabelki większość podłącza samemu. Zastanawiałem się z czego może to wynikać i doszedłem do wniosku, że aby podłączyć kilka punktów hydraulicznych potrzebujemy zwykle narzędzi, których nie mamy, a wszystkie próby mogą zakończyć się wyciekiem. Jeśli chodzi o prąd to sytuacja jest – jak się wydaje znacznie prostsza. Każdy posiada śrubokręcik z lampką i do tego w najgorszym wypadku złe połączenie spowoduje „tylko!” wywalenie bezpiecznika. Podchodząc w ten sposób do elektryki pomijamy kilka istotnych rzeczy, które w konsekwencji wpływają na niezbyt dobrą funkcjonalność oraz niestety zmniejszają bezpieczeństwo. Warto tutaj przytoczyć jeszcze jedną analogię. Użytkując dom mamy kilka obowiązków dotyczących przeglądów, między innymi corocznemu przeglądowi podlegają przewody kominowe i jak wiadomo kominiarz chodzi po domach i dwa razy do roku próbuje taki przegląd wykonać. Chcąc nie chcąc w końcu decydujemy się na taki przegląd i tym samym zmniejszamy ryzyko niebezpieczeństwa. Biorąc pod uwagę instalacje elektryczne istnieją podobne wymagania prawne. Zwykle taka instalacja podlega sprawdzeniu raz na 5 lat (Art. 62 ustawy Prawo budowlane z dnia 7.07.1994 r. (Dz. U Nr 106 z 2000 r., poz. 1126 z późn. zm.) nakłada na zarządcę lub właściciela obiektu m.in. obowiązek przeprowadzania okresowej kontroli, co najmniej raz na 5 lat). Dam jednak głowę, że ponad połowa czytelników pierwszy raz się o tym dowiaduje, a zdecydowana większość uświadomionych osób dowiaduje się o tym obowiązku od ubezpieczyciela w przypadku likwidacji szkody – zwykle jest to pożar. Chciałbym tutaj zwrócić uwagę, że taki przegląd to nie tylko wypisany przez elektryka papier. Przegląd instalacji powinien obejmować jej oględziny, pomiary i próby eksploatacyjne (pomiary skuteczności przeciwporażeniowej), sprawdzenie ciągłości przewodów oraz ochrony przeciwporażeniowej. Wyniki kontroli (zapisane w protokole) należy przechowywać przez okres użytkowania instalacji.

Tyle słowem wstępu. Co do planowania instalacji elektrycznej w nowym budynku to powinniśmy zacząć od tego aby określić jaką funkcję będą spełniały dane pomieszczenia. Jest to niezbędne do odpowiedniego rozplanowania obwodów elektrycznych oraz miejsc odbioru energii w postaci gniazd. Warto na tym etapie wykonać więcej punktów odbioru gdyż ewentualne późniejsze przemeblowanie nie spowoduje, że będziemy mieli trudności z włączeniem czegokolwiek. Warto też na tym etapie poza instalacją elektryczną rozłożyć instalacje multimedialne tj. do każdego z pokoi położyć kabel antenowy oraz skrętkę komputerową w taki sposób, że przewody te z wszystkich pomieszczeń schodzą do jednego centralnego punktu, który będzie nam służył do zarządzania tymi punktami. Do tego centralnego punktu warto położyć 6 przewodów koncentrycznych do miejsca gdzie zamontujemy anteny, oraz jeśli nie mamy jeszcze pewności co do operatora internetowego to wyciągnijmy jedną skrętkę na dach, a jedną przed dom gdzieś na elewacji blisko gruntu. Skrętki takie umożliwią nam instalację internetu zarówno ze słupa elektrycznego, gdzie często idą światłowody lub poprzez instalację anteny radiowej do odbioru internetu. Do kabelka przy gruncie zaś można  podłączyć internet jeśli przewody operatora idą ziemią. Wracając do kwestii 6 kabli w miejsce montażu anteny, po co aż 6 przewodów? Cztery przewody wykorzystamy do instalacji konwertera Quattro, kolejny przewód do anteny naziemnej, a szósty przewód to tak zwany zapas, który wykorzystamy w przypadku awarii któregoś z poprzednich lub korzystając z internetu jednego z operatorów telewizyjnych można sygnał internetowy przesłać do  routera wewnątrz budynku. Wiem, od razu pewnie pojawią się komentarze po co? jeśli operator pisze że wykorzystujemy „kabelek satelitarny”. Zgadza się, jednak przesyłanie takiego sygnału jednym kabelkiem powoduje, że tracimy kilka decybeli sygnału satelitarnego i właśnie dlatego warto wykorzystać dodatkowy przewód, który jest na tym etapie najtańszym elementem tej całej układanki. Kolejna sprawa to ułożenie kilku przewodów do odbiorników, które zaplanujemy w przyszłości. Na tym etapie warto pomyśleć o furtce w ogrodzeniu, jak będzie otwierana?, czy będziemy chcieli domofon lub videodomofon?, jak będziemy otwierać bramę w ogrodzeniu?, czy będzie jakieś oświetlenie na podjeździe?, czy będziemy podgrzewać elektrycznie podjazd lub chodnik? To pokrótce omówiłem elementy dodatkowe, wracając do naszej elektryki wiem, że pojawiają się pytania o wysokości gniazd i włączników. Więc biorąc pod uwagę tą kwestię to w zasadzie zależy to od naszej wygody. Zwykle u klientów przerabiamy taki standard gniazda na każdej ścianie na wysokości 0,3 lub 0,35m od gotowej posadzki i ok 45 – 50 cm od każdego narożnika, warto się zastanowić nad gniazdami w wnękach okiennych. To powiem szczerze taki sposób, który kiedyś klient sobie zażyczył na różnego rodzaju ozdoby świąteczne a wydaje mi się, że jest dość praktyczny. Wracając do wszelkiego rodzaju włączników to zwykle robi się je na wysokości 115 do 140cm  od gotowej posadzki – to też kwestia wygody użytkownika. Obecnie często są też montowane rolety, które dodatkowo sterowane są z włączników. Włączniki takie warto umieścić obok włączników oświetlenia w pomieszczeniach często użytkowanych, prawie że mamy tak zwany system inteligentnego domu wtedy nie ma to większego znaczenia gdyż rolety i tak sterują się większość czasu samodzielnie, a włączniki służą tylko do korekty tych nastawów. Większość praktycznych rzeczy dla zwykłego użytkownika wydaje się być opisana, pozostaje kwestia doboru i ułożenia przewodów. Myślę, że to powinniśmy pozostawić już elektrykowi, jednak warto aby obwody zasilane były przekrojami  przewodów nie mniejszymi niż 2,5mm2, prawie że są to obwody oddzielne dla danych gniazd a zapotrzebowanie na prąd nie przekracza 16A. Przewody układamy zwykle po podłodze lub ścianach  możliwie najkrótszą drogą pamiętając, że należy je układać prostopadle lub równolegle do stałych elementów budynku czyli np do ścian. Przewody elektryczne na posadzkach i elementach konstrukcyjnych dachu warto ułożyć w rurkach osłonowych. Dlaczego? Aby te leżące na ziemi były osłonięte przed narażeniem na różnego rodzaju uszkodzenia, gdyż na etapie budowy dużo się dzieje i dopiero po np. płytkowaniu może się okazać że taki przewód ma uszkodzoną izolację i niestety nie nadaje się do dalszego użytkowania. Nie muszę chyba tutaj pisać z czym to się wiąże. Przewody na ścianach warto ułożyć w bruzdach zapewnia to dobre ich przymocowanie oraz dokładne pokrycie tynkiem co w ostateczności daje nam pewność, że nie będziemy widzieli miejsc ułożenia przewodów na jasnych farbach przy dłuższym użytkowaniu. Na sam koniec warto jeszcze chyba wspomnieć o głównym punkcie tej całej układanki czyli rozdzielnicy. Rozdzielnicę warto umieścić w miejscu łatwo dostępnym tzn takim gdzie w razie gdyby zabezpieczenie wybiło to będziemy w stanie tam dojść bez zbędnych przeszkód. Musimy być przygotowani na to, że zabezpieczenia mogą zadziałać i „wybić” np wieczorem czy w nocy i jeśli będziemy pozbawieni źródła światła musimy mieć możliwość ponownego uruchomienia instalacji. Jeśli taka rozdzielnica jest w zagraconym garażu to będzie to graniczyć z cudem aby bezpiecznie ponownie włączyć to zabezpieczenie.

Film konkursowy

Witajcie,

Po dość długiej przerwie spowodowanej awarią u operatora usługi, gdzie utrzymujemy stronę, mogę w końcu coś napisać. Awaria podobno dotyczyła aktualizacji usług WordPress, która się nie powiodła, a później ciężko było przywrócić działanie.

Ale  nie awaria jest tematem dzisiejszego wpisu. Chciałem Wam zaprezentować film – foto relację z jednego z ostatnich remontów, a jednocześnie prosić o komentarze i lajki, gdyż film bierze udział w konkursie „Mieszkanicznik potrafi”.

Prezentowane na filmie mieszkanie znajduje się w starej przedwojennej kamienicy po PGR-owskiej w miejscowości Kochcice. Sam budynek jest zlokalizowany w dość ciekawym miejscu bo na terenie starej gorzelni, która bezpośrednio przynależała do zespołu pałacowo-parkowego Ludwika Karola von Ballestrema, który rozpoczął budowę tego pałacu w roku 1906, a już trzy lata później budowla została ukończona. Pałac stanął na skraju niewielkiego parku z 200-letnimi wówczas dębami i dwoma nieregularnymi stawami. Sam park w późniejszym terminie powiększono o 16 hektarów, a pałac znalazł się w centralnej jego części. Główna brama wjazdowa została usytuowana  na południowej części a do pałacu wytyczono aleję wysadzaną kasztanami.

„Pałac miał trzy kondygnacje, mansardowy dach, symetryczną elewację z 137 oknami. Nad głównym wejściem z podjazdem, powyżej balkonu, umieszczono herb Ballestremów. Od północy powstał piękny taras z owalnymi schodami.”

Przy okazji budowy pałacu rozbudowano też  folwark i postawiono okazałą gorzelnię.

Z biegiem lat budynki tak zwanego folwarku przeszły pod zarząd Agencji Restrukturyzacji Rolnictwa, która sprzedała mieszkania swoim lokatorom. Jedno z nich udało się odkupić i zrobić remont.

A oto efekty:

Artykuł opisujący bardziej szczegółowo losy rodziny Ballestremów, z którego zaczerpnąłem część opisu, znajduje się na stronie.

 

O czym warto pomyśleć projektując ogród?

Czas zbliża się zimowy, za oknem temperatura minusowa. Powiecie, co w takim czasie robi temat ogrodu na blogu? Więc po pierwsze temat niejako był zamówiony w dziale tematy na bloga, a po drugie jest teraz dość spokojny czas by planując prace w ogrodzie w przyszłym sezonie dokonać kilku przemyśleń. Dlaczego piszę o planowaniu ogrodu? W moim ogrodzie co prawda poza trawą i kilkoma drzewkami nic w zasadzie nie ma to już kilkukrotnie dokonywałem w nim totalnych rewolucji. Corocznie zostaje przekopany, a biorąc pod uwagę, że rodzimym gruntem jest glina to możecie sobie wyobrazić jak wygląda plac po przekopaniu. Pierwszy raz koparka zagościła jak udało mi się dostać trochę (6 przyczep) ziemi, teren został wyrównany i zasiana trawa. Byłem pewien że to już koniec, ewentualnie w przyszłości zaprojektujemy i wykonamy jakieś nasadzenia czy inne dekoracyjne elementy ogrodu. Przyszło lato i trawa nie bardzo chciała rosnąć, a ta którą mieliśmy zmieniła szybko kolor z zielonego na żółty. Tak, tak – to brak wody! Czy nie chciało mi się podlewać? To też, ale podlewanie raz dziennie wieczorem było niewystarczające. Szybko znalazłem rozwiązanie – system nawadniania. Bingo! – szybko znalazłem odpowiednie produkty na jednym z portali, wysłałem zapytania o wycenę i projekt systemu do kilku oferentów. Odezwała się co prawda tylko jedna firma ale za to – gość objaśnił mi zasady nawadniania. Nie było to aż takie proste jak mi się wydawało, trzeba było jak się okazało zmierzyć przepływ źródła wody (czyli ile litrów na minutę leci z kranu) i dostosować zraszacze (ich wydajność) do wydajności tego źródła. Przy braku odpowiedniego przepływu całość trzeba było podzielić na sekcje, które nie pracują jednocześnie, tylko ich cykle następują po sobie. Niby błahostka, ale przy działce 22x54m trzeba zamiast jednej nitki puścić trzy. Po rozmowach z właścicielem firmy przygotowującej ofertę otrzymałem projekt wraz z  wyceną i zakupiłem odpowiedni towar. Koszt zakupu kompletnego systemy wyniósł ok 1000zł.( przykładowy projekt przykładowy projekt2) Wtedy właśnie przyszedł czas na kolejne przekopywanie. Trzeba było przekopać trzy długości działki by puścić trzy obwody nawadniania. Całość prac z uwagi na upalne dni i związane z tym trudności z kopaniem w „glinie” zajęła mi prawie 2 mc. To była niestety praca w wolnych chwilach, a tych nie mam za dużo. Po zasypaniu wszystkiego, zaprogramowaniu centrali, cieszyłem się wygodą w podlewaniu. Obserwowałem tylko jak kolejne zraszacze wynurzają się z coraz piękniejszego trawnika. Moja euforia nie trwała jednak zbyt długo, gdyż jak się okazało mój system zużywał 2m3 wody na dobę! Wtedy stwierdziłem, że to jest jakaś masakra, tyle wody. Postanowiłem, że trzeba „wykopać” studnię, to jednak jest temat na oddzielny wpis. Pozmniejszałem czasy podlewania i zużycie spadło do 1,3m3 na dobę. Byłem wtedy pewien, że trawę można zasiać na gotowo i na tym etap kopania się zakończy. Jednak w kolejnym roku przyszedł czas i pomysł by 8 letni już kocioł na ekogroszek zamienić na bardziej ekologiczny kocioł gazowy. W mojej okolicy jednak nie ma dostępu do gazu ziemnego, więc wybór padł na gaz płynny z „butli”. Butla jak wiadomo nie jest ozdobą domu więc zamówiłem butlę wkopaną.  Wtedy to kolejny raz podjąłem decyzję o przekopaniu ogrodu! Tym razem gliny było bardzo dużo, ale na szczęście szybko się jej pozbyłem. Jak widać parę decyzji i na podwórku są mega rewolucje i pomyśleć gdybym miał piękny ogród to trzy razy trzeba by było go już poprawiać. Napiszę jeszcze o czym marzę biorąc pod uwagę kopanie, jest to gruntowy wymiennik ciepła, skąd zasysane powietrze jako wstępnie podgrzane z podwórka trafia bezpośrednio do domu. Przerażający jest jednak fakt, że kolejny już raz trzeba by wykopać znów wielki dół. Mam nadzieję, że mój dzisiejszy krótki wpis będzie przestrogą dla innych osób planujących przedwcześnie swój ogród. Życzę powodzenia.

Co oznaczają parametry w przypadku wełny – czy można na tym oszczędzać?

Ocieplenie to dość ważna część etapu budowy naszego domu, jak podają niektóre źródła w ciągu całego cyklu życia budynku koszty budowy stanowią zaledwie 11%. Najwięcej bo ponad 80%, stanowią koszty użytkowania domu, a największy udział w tych kosztach to wydatki na ogrzewanie i koszty związane z uzyskaniem ciepłej wody użytkowej. Tak więc izolacja budynków to nie tylko kwestia ekonomi ale również wymóg związany z prawem, gdyż rozporządzenie w sprawie warunków technicznych, które obowiązuje od 1 stycznia 2014r , zawiera dość szczegółowe wymagania dotyczące zasad projektowania i budowy określając minimalne wymagania w tym zakresie. (1)

Przy wyborze materiału izolacyjnego często sugerujemy się jednym parametrem, jest nim lambda. Co to jest lambda?

Jak podaje jeden z producentów wełny i myślę, że ta definicja jest najlepsza dla tego artykułu: Lambda oznaczona jest znakiem λ i jest współczynnikiem przewodzenia ciepła. Parametr ten charakteryzuje dany materiał. Im lambda jest mniejsza, tym materiał jest lepszym izolatorem. Lambda wyraża się w [W/mK]. Interpretując to wprost to współczynnik ten określa ilość ciepła wyrażoną w [W] (watach) na godzinę – przechodzącą przez warstwę o grubości 1 metra [m] i powierzchni 1 m2 przy różnicy temperatury po obu stronach materiału wynoszącej jeden stopień [K] (stopień Kelvina). Dla większości materiałów izolacyjnych zawiera się on w przedziale 0,031÷0,045 W/mK

Z powyższej definicji wynika, że znając współczynnik lambda możemy obliczyć opór cieplny (R) w sposób następujący: grubość wełny ( w metrach) dzielona przez współczynnik lambda – daje to wartość oporu cieplnego. Zatem pożądany efekt izolacyjności możemy osiągnąć w dwojaki sposób albo stosując materiał o niższej lambdzie stosując cieńszą jego warstwę, albo stosując materiał o gorszym czyli wyższym parametrze lambda lecz grubszej jego warstwie.

Budując własny dom tak naprawdę w większości decyzję podejmowałem po konsultacji ze znajomymi lub pytając w składach budowlanych. Po zapoznaniu się jednak z informacjami na kilku portalach oraz zgłębiając temat docieplenia kolejnego remontowanego domu doszedłem do własnych wniosków. Mój wniosek jest dość prosty i dla osób, które nie bardzo lubią czytać napiszę wprost. Jeśli kupujemy styropian na zewnętrzne docieplenie to warto zainwestować w najniższą lambdę gdyż przy mniejszej grubości uzyskamy lepszy opór cieplny. Cieńsza ściana to oszczędność powierzchni (stosując 5 cm grubszy styropian tracimy 25cm2 powierzchni działki), mamy mniejsze zacienienie otworów okiennych itp. W przypadku docieplenia powierzchni gdzie miejsce i tak jest niewykorzystywane warto kupić produkt tańszy i grubszy. Takim miejscem jest dość często poddasze. Zwykle powierzchnia nad poddaszem użytkowym wynosi jeszcze 50cm do nawet 200cm powierzchni i tam możemy zastosować np. wełnę o większej grubości i większym współczynniku lambda, wtedy jesteśmy w stanie osiągając docelowo ten sam efekt – ten sam opór cieplny i zaoszczędzić parę złotych.

Ważnym elementem ocieplenia pomijając jego parametry, jest to by izolacja była ciągła, powinna ona przechodzić jedna w drugą, od fundamentów poprzez ściany, podłogi aż po dach. Izolacja powinna być trwała i skuteczna. Pamiętajmy, że sama izolacja ma wpływ na kilka dodatkowych parametrów budynku tj. na akustykę i bezpieczeństwo pożarowe. Biorąc pod uwagę to ostatnie to wełna jest najlepszym izolatorem, jej reakcja na ogień (według europejskiej klasy ogniowej) zawiera się w klasie najczęściej A1. Oznacza to że takie materiały nie palą się i nie wspomagają rozwoju pożaru. Pamiętajmy niepalna izolacja to nasze bezpieczeństwo. (1)

Wełna można powiedzieć jest podstawowym materiałem na ocieplanie poddaszy jednak jest dość rzadko jak na obecną chwilę stosowana na elewacje (sam u siebie też zastosowałem styropian), jednak pisząc ten artykuł, obecnie prawdopodobnie zastosowałbym również wełnę. Dlaczego? Wełna to materiał przepuszczalny, czyli pozwala ścianom oddychać i chociaż ten tekst słyszałem już kilka razy to nikt nie potrafił wytłumaczyć mi co to jest to oddychanie? Pytałem nawet kilku ludzi z branży i zwykle z uśmiechem odpowiadali różne historie lub po prostu na odczepne mówili, że to nie żywy organizm i oddychanie to taka marketingowa bajka. Jednak znalazłem w jednym z artykułów (pismo Ekspert Budowlany nr 2/2017 – art. Ocieplanie ścian zewnętrznych wełną mineralną) wyjaśnienie tego zjawiska. Mianowicie samo oddychanie to zjawisko dyfuzji, czyli przenikania wilgoci przez ściany spowodowane różnicą ciśnień. „Jeśli na drodze pary wodnej pojawia się przeszkoda w postaci warstwy paroszczelnej styropianowej izolacji, wówczas w ścianie może zalegać wilgoć, zwłaszcza jeśli wentylacja nie jest całkiem sprawna, a tak często bywa w starych budynkach. Konieczność odprowadzania nadmiaru wilgoci ze ścian przekłada się na potrzebę większego wentylowania pomieszczeń, co może zwiększyć ilość zużywanego ciepła. Stwierdzono, że w przypadku nowych budynków ściany ocieplone wełną wysychały z nadmiaru wilgoci technologicznej w ciągu maksymalnie półtora roku, podczas gdy te ocieplone styropianem potrzebowały na to aż 3-5lat i odpowiednio większej ilości ciepła, które było niezbędne do ogrzania powietrza wentylacyjnego.”(2)

Ocieplenie

Kolejna moja budowa wyglądała już nieco inaczej zastosowałem wełnę grubości 15cm z lambdą 0,040, oraz drugą warstwę 15cm wełny innego producenta z lambdą 0,041. Dobrze położyć jest drugą warstwę w kierunku przeciwnym, aby łączenia pierwszej warstwy trafiały np. w środek pasa warstwy drugiej. Mamy wtedy pewność, że nawet krzywo lub niedokładnie ułożona warstwa izolacji nie powoduje bezpośredniego przenikania ciepła. Jeśli mamy miejsce warto dać grubszą i tańszą wełnę. Wyjdzie to bardziej ekonomicznie.

Warto tutaj poruszyć jeszcze temat cięcia wełny mineralnej. Najlepszym sposobem cięcia wełny jest ostry nóż. Zwykle nasze prace polegają na tym, że odmierza się daną odległość i poprzez przyłożenie łaty 120cm (zwykle wełna ma szerokość metra) tniemy ostrym nożem. Przyłożenie łaty daje nam większą precyzję cięcia co w efekcie daje większe dopasowanie ciętych kawałków. Przy układaniu wełny zawsze pojawia się temat szkodliwości kurzu z układanej wełny. Nie jest tajemnicą, że układanie wełny nie należy do lubianych i komfortowych prac. Jak podają różne źródła internetowe, zgodnie ze stanowiskiem Światowej Organizacji Zdrowia (WHO oraz jej paryskiej Agencji IARC), wełna mineralna (skalna i szklana) jest bezpieczna podczas produkcji, montażu jak i długoletniego użytkowania w budynkach mieszkalnych, fabrycznych i użyteczności publicznej. Nie mniej jednak jak dla wszystkich prac budowlanych zaleca się używanie odzieży ochronnej. Myślę, że standardowo należy użyć kombinezonu ochronnego, którego cena to ok 6zł oraz okularów ochronnych i maski na twarz. Taki ubiór na pewno zapewni nam komfort po wykonanych pracach, gdyż kombinezon można wyrzucić a nasze ubranie pozostaje czyste i nie denerwuje nas „dziubanie” wełny przez resztę dnia.

Przygotowując się do tego wpisu natknąłem się na komentarz przedstawiciela firmy RockWool: „Skalna wełna mineralna ROCKWOOL z włókien HT (syntetyczne włókna krzemianowe) jest wyłączona z klasyfikacji UE dotyczącej rakotwórczości, co oznacza że wg ekspertów z UE nie jest to substancja rakotwórcza.

W 2001 r. IARC (WHO – Światowa Organizacja Zdrowia) zaklasyfikował również tradycyjną skalną wełnę mineralną do grupy 3, „wyrobów nieklasyfikowanych ze względu na rakotwórczość”.

Komisja Europejska wykluczyła także wełnę skalną z klasyfikacji o substancjach drażniących (R38).

Ze względu na to, że włókna wełny mineralnej są chropowate mogą wywołać swędzenie skóry. Przy pracy z wyrobami z wełny mineralnej należy przestrzegać ogólnych zasad BHP (ubranie ochronne, rękawice, maseczki ochronne).

Włókien wełny mineralnej nie można porównać z włóknami azbestu. Włókna azbestu mają budowę krystaliczną i ulegają rozwłóknianiu wzdłuż włókien tworząc kolejne włókna o tej samej długości. Obrazowo można określić, że włókno takie może utknąć w pęcherzyku płucnym jak ość w gardle przez co organizm nie jest w stanie ich wydalać.

Włókna wełny mineralnej mają charakter amorficzny, bezpostaciowy, nie krystaliczny. Zawsze ulegają załamaniu w poprzek włókna, co powoduje ich dalsze skrócenie, dzięki czemu jeśli w ogóle dostaną się do organizmu to są samoczynnie z niego usuwane. „(3)

HISTORIA

Sama wełna mineralna jak udało mi się doszukać ma dość ciekawą historię. Wełna mineralna jak podają różne źródła powstała w wyniku badań produktów wybuchu wulkanu Kilauea na Hawajach. Znajdowano tam bowiem po erupcji w zastygłych, wyrzucanych na silnym wietrze masach wulkanicznych – włókniste, przestrzenne struktury. Ludność miejscowa nazywała te twory włosami bogini – królowej wulkanu Peleacute (włosy te według legendy miały być wyrwane z królewskiej głowy ze złości).(4)

Dzisiaj proces wytwarzania jest wzorowany na procesach zachodzących w naturze wulkanicznej. Do produkcji wełny używane są zawsze skalne minerały typu kamień bazaltowy, gabro, dolomit czy kruszywo wapienne. Materiały te poprzez poddanie wysokiej (ponad 1000*C) temperaturze są topione w wyniku czego następuje proces rozwłóknienia. Otrzymane w ten sposób włókna zespala się specjalną żywicą i formuje w potrzebne produkty takie jak maty, panele itp. Produkty wytworzone w ten sposób osiągają różną gęstość, począwszy od 20kg na m3 do nawet 180kg na m3 przy najtwardszych płytach. Właściwości wełny wykorzystywane są głównie jako izolator jednak struktura tego materiału powoduje, że ma on również zastosowanie jako materiał do wyciszeń z uwagi na właściwość ( pochłaniania dźwięku).

Podsumowując, wełna to w mojej ocenie najlepszy materiał izolacyjny, gdyż poza swoimi właściwościami cieplnymi zapewnia komfort wilgotnościowy, tłumi hałas oraz ogranicza ryzyko pożarowe zapewniając nam bezpieczeństwo

Dla większości z nas dom to inwestycja życia. Niestety chcąc wybudować jak najlepiej dość często jesteśmy podatni na wszechobecny marketing. Czytamy, widzimy w reklamach super produkty, o super parametrach i super wysokich cenach (tym się już nikt nie chwali) to kupujemy w ciemno bez zastanowienia bo przecież na własnym nie będziemy oszczędzać. W ten sposób wydajemy kolejne dodatkowe kwoty pieniędzy i tak ten proces postępuje całą budowę, aż uzbiera się nawet kilkadziesiąt tysięcy. Myślę, że ten artykuł pozwolił przynajmniej przybliżyć pewne zjawiska i parametry, które dotychczas były dla nas tylko marketingowymi znaczkami i będziemy teraz w stanie zrobić praktyczny dla nas użytek z tych informacji. Liczmy, sprawdzajmy, pytajmy – blogi to istna kopalnia informacji – mam nadzieję, że komuś pomogłem.

Przypisy:

  1. Ekspert Budowlany nr 3/2016 Dlaczego prawidłowa izolacja domu jest taka ważna?
  2. Ekspert Budowlany nr 2/2017 Ocieplanie ścian zewnętrznych wełną mineralną
  3. http://www.forumbudowlane.pl/pokrycia-dachowe/szkodliwosc-welny-mineralnej-t18373
  4. http://sbart.pl/ciekawa-historia-welny-mineralnej/

Jakie błędy popełniłem przy budowie własnego domu?

Jakie błędy popełniłem przy budowie własnego domu?

Od początku budowy mojego własnego domu minęło już kilka lat, budowę rozpoczęliśmy w 2008r a mieszkamy w nim 7 lat. Faktyczna budowa trwała niecałe dwa lata, wcześniej to tylko miłe chwile z posiadania działki i kosmetyka prac zmierzających do samej budowy. Ale nie o tym miałem pisać, więc wymienię kilka błędów, które w mojej ocenie popełniłem podczas budowy, niektóre z nich zauważyłem dopiero po kilku latach:

  1. Wprowadziłem się przed całkowitym ukończeniem domu
  2. Niepotrzebnie wybudowałem tak duży dom – 170m2
  3. Niedostatecznie dopilnowałem uszczelnienia piwnic
  4. Nie potrzebnie zwracałem uwagę na rzeczy mało istotne
  5. Nie potrzebnie realizowaliśmy budowę kropka w kropkę zgodnie z projektem
  6. Popełniłem błąd dotyczący ocieplenia użytkowego poddasza
  7. Nie potrzebnie kołkowałem styropian na zewnątrz
  8. Kupiłem okna dwu szybowe
  9. Ślepo stwierdziłem, że ogrzewanie na ekogroszek to strzał w 10

Myślę, że te dziewięć punktów to te najważniejsze uchybienia, które dość często chodzą mi po głowie. Tak naprawdę większość z nich dotyczy ekonomicznej eksploatacji domu co w rezultacie przekłada się na konkretne pieniądze.

Pierwszy punkt to chyba najczęstszy błąd ludzi budujących. Myślę, że każdy na początku budowy zakłada, że wprowadzi się do pięknego, nowiutkiego, na 100% gotowego domu. Rzeczywistość często jest jednak inna. Zwykle jest tak, że mamy kilka powodów aby przeprowadzkę zrobić wcześniej, mogą to być np.: nasze obecne warunki mieszkaniowe, chęć zamieszkania już albo inne jakiekolwiek powody, które są nie do końca racjonalne. Efekt jest taki, że wprowadzamy się do częściowo ukończonego domu. Początkowo nam to nie przeszkadza, a nawet mamy chwilowy zapał do dokończenia prac. Szybko jednak okazuje się, że skoro już jakiś czas mieszkamy to jedna czy druga rzecz może jeszcze poczekać. Przecież można mieszkać z jedną łazienką czy też świat się nie zawali jeśli dwa z pięciu pokoi pozostaną nie pomalowane czy nie umeblowane. Tak brniemy w tym niedoskonałym budynku kilka lat i o ile są to elementy wystroju czy przytoczona wcześniej łazienka to jest to efekt czysto estetyczny, lecz znam kilka przypadków kiedy to właściciele swoich domów przełożyli etap docieplenia na kolejny rok i wpadają w swoją pułapkę. Kolejny sezon grzewczy bez ocieplenia powoduje większe koszty, które z kolei zjadają oszczędności przeznaczone na docieplenie podczas kolejnej wiosny i tak koło się zamyka. Sami tworzymy spiralę braku możliwości dokonania tego jakże ważnego elementu budynku. Często brak tego elementu rodzi lawinę kolejnych braków, które następują po sobie, a w konsekwencji możemy nawet utracić swój majątek. Brak ocieplenia jest często powodem braku możliwości oddania do użytku budynku co z kolei powoduje, że nie możemy np. w pełnym zakresie ubezpieczyć swojego budynku i w przypadku zbiegu tak zwanych złych zdarzeń doprowadzić możemy do utraty części swojego majątku.

Drugi punkt jaki zauważyłem u siebie i wśród moich znajomych to budowa domu ponad nasze wygórowane potrzeby mieszkaniowe. Z czego on wynika? Bardzo często w mojej ocenie dotyczy osób mieszkających w małych, ciasnych mieszkaniach. Osoby te planując tak dużą inwestycję – jak budowa domu, chcą stworzyć takie miejsce by już nigdy nie brakowało miejsca i efekt zwykle jest taki, że im ktoś mieszka w mniejszym pomieszczeniu tym większy planuje dom. Mój przykład jest niemal idealnym tego potwierdzeniem. Wraz z żoną mieszkałem w lokalu około 50m2 i zaplanowaliśmy sobie dom w którym nie braknie nam miejsca na rozrywkę, pokoi dla dzieci, gabinetu do pracy, garażu, garderoby itd. Więc nasz dom stale rósł i tak wyszedł dom który ma obecnie 170m2. Mam znajomego – kolegę, który z rodziną (4 osoby) mieszka w kawalerce 36m2, tak zaczął wraz z żoną planować dom, że wybudowali ponad 300 metrowy. Duży dom fajna sprawa, jeśli patrzymy na projekty, wyobrażamy sobie: tu będzie to a tam coś innego. Nikt jednak w marzeniach nie myśli o tym, że to wszystko trzeba wyposażyć, wcześniej wytynkować, a na sam koniec posprzątać i ogrzewać. To sprzątanie i ogrzewanie, a także remonty i modernizacje pozostają już na zawsze. Dzieci z biegiem lat opuszczają rodzinny dom a my zostajemy z kłopotem. Myślę, że warto o tym pomyśleć. Wykańczaliśmy w swojej „karierze” domek 76m2, który pomimo iż wydaje się mały to miał 3 sypialnie, salon z otwartą kuchnią, łazienkę, pralnię oraz kotłownię (planuję opisać to w jednym z kolejnych postów). Więc było w nim wszystko. Był parterowy i tani w budowie i co najważniejsze w eksploatacji. Czy trzeba nam czegoś więcej?

Sprawa uszczelnień to dość istotna kwestia na budowie i pomimo iż starałem się na tym etapie budowy uczestniczyć dość mocno to niestety kilku błędów nie udało się uniknąć. Myślę, że temat uszczelnień jest tak szeroki, że zasługuje na oddzielny wpis. Tutaj dodam tylko, że najbardziej żałuję, że nie izolowałem piwnic sprawdzonym systemem jak to nazywam pap zgrzewanych, czy może nawet budowy w tak zwanej wannie. Błędem było też powiązanie betonowych schodów z ławami i ścianami piwnic co wyraźnie teraz widzę na ścianach.

Rzeczy mało istotne to niestety dla laika ciężki temat, ale jeszcze gorzej mają wykonawcy, którzy wiedząc to muszą znosić częstą walkę z nami o tak zwane bzdury. Wiem to niestety bo byłem na swojej budowie „upierdliwym” gościem a teraz sam wykonuję prace budowlane i wiem jak błahostki spędzają sen z powiek inwestorom. Niestety te błahostki często przysłaniają nam rzeczy dość istotne i nie zwracamy na nie uwagi lub tak bardzo nalegamy na wykonawcę by zmienił parę zupełnie nie istotnych z punktu widzenia technicznego rzeczy, że na te najistotniejsze nie starcza czasu lub po prostu unikają.

Projekt to niestety nie przepis na dom doskonały. Wiele z nas realizuje budowę z gotowego projektu, gdzie projektant przygotowuje budynek tak naprawdę na wszystkie możliwe grunty i sytuacje. Ja osobiście stwierdziłem, że zaufam projektantowi i wykonam wszystko kropka w kropkę, przecież ktoś to opracował. Niestety teraz widzę, że opracowane tam rzeczy nie są praktyczne lub projekt po prostu zawierał błędy. Obecnie myślę, że po to zatrudniamy fachowców by słuchać ich rad, a rady te należy przedyskutować z kierownikiem budowy, poczytać w internecie i na podstawie własnych wniosków podjąć dalsze decyzje. Bo przecież ten dom ma służyć nam. Projektanci to też ludzie, nie dość że też popełniają błędy to przecież każdy z nas jest inny i dlatego pewne rzeczy trzeba dostosować do siebie do czego namawiam.

Kolejny punkt to poddasze użytkowe, niestety w mojej ocenie to tutaj popełniłem największy błąd, który dotyczy docieplenia. W budynku zastosowaliśmy docieplenie wełną mineralną, a błąd polegał na tym, że wełna znalazła się tylko między krokwiami. Pomimo iż czytałem na blogach, że warto dać wełnę jeszcze na krokwie to stwierdziłem, że jeśli damy tylko pomiędzy to przecież drewno z którego wykonane są elementy dachu to też izolator. Drewno jest izolatorem jednak z uwagi na strukturę i wilgoć w nim zawartą nie jest idealne. Trzeba przyznać, że koszt położenia jeszcze jednej warstwy wełny przykrywającej wszystkie elementy dachu jest stosunkowo niewielki. Po 6 latach użytkowania zauważyłem, że latem pokoje zlokalizowane na poddaszu są zbyt bardzo nagrzane i pomimo iż ten dyskomfort nie jest aż tak odczuwalny zimą to mogę tylko się domyślać, że mój kocioł musi nieźle się napracować by dotrzymać tempa spadku temperatury. Obecnie aby częściowo uporać się z tym problemem postanowiłem docieplić wełną mineralną nieużytkową część poddasza – pomiędzy krokwiami. Zastosowałem też warstwę styropianu na podłodze nieużytkowej części poddasza by zlikwidować pozostałe możliwości „ucieczki ciepła”. Postanowiłem również, że w przypadku remontu poszczególnych pomieszczeń poprawimy swój błąd docieplając poddasze i ponownie zostanie one obudowane płytami GK. Jak widać naprawienie błędów jest kosztowne więc warto zrobić rozeznanie wcześniej. Ale cóż „mądry Polak po szkodzie”.

Jeśli jesteśmy w temacie docieplenia to nazwałbym to kosmetycznym błędem, który dotyczy elewacji zewnętrznej. W mojej ocenie moda kołkowania już minęła, a stosowane obecnie kleje i systemy nie wymagają kołkowania. Temat ten zainteresował mnie już wcześniej, gdyż obserwując budynki szczególnie rankiem widać było mnóstwo tak zwanych biedronek, które nie tylko, źle wyglądają ale też w miejscu kołka mają mostki termiczne. W moim przypadku by uniknąć efektu biedronki zastosowaliśmy tak zwane kesy, czyli krążki styropianowe grubości ok 1 do 2cm, które zatykają wcześniej wykonane gniazda na kołek. Obecnie wykonaliśmy już kilka budynków nie stosując kołków i muszę przyznać że poza oszczędnością czasu i pieniędzy efekt też jest pozytywny.

Kolejnym błędem było zastosowanie okien dwu szybowych z oczywistych powodów, powoduje to straty ciepła. Jest to ważny element ale jeszcze ważniejszy w temacie okien to dopilnowanie by okna były „dobrze obrobione”, czyli styk ramy okna z murem nie powodował mostków termicznych. Dobrym sposobem jest też zastosowanie taśm do „ciepłego montażu”, kiedyś również i to rozwiązanie uważałem za tak zwany „przerost formy nad treścią” jednak z biegiem czasu jak człowiek nabiera doświadczenia, analizuje fakty, widzi różne sytuacje z tym związane to dochodzi do konkretnych wniosków i wcześniejsze przemyślenia uznaję za błąd.

Docieramy do sedna, czyli elementu, który te wszystkie nasze błędy musi mówiąc krótko zniwelować. Myślę tutaj o kotle. Po bardzo długiej analizie rynku, za namową znajomych, wysłuchując argumentów wszystkich i szukając złotego środka wybrałem kocioł dobrej klasy na ekogroszek. Byłem zadowolony, a jakże, lecz do dobrego człowiek szybko się przyzwyczaja i z czasem zaleta odwiedzania kotłowni co tydzień również staje się uciążliwa. Kolejne czyszczenie i ładowanie zasobnika paliwem powoduje, że super kocioł nie jest już taki idealny. W obecnej chwili szybko rosnące ceny węgla też powodują, że ostatnia zaleta takiego kotła traci swą moc. Dlatego trzeba przeanalizować inne rodzaje paliw. Błędem było to, że wcześniej nie przeanalizowałem dostatecznie tego tematu. Chyba tylko dlatego, że węgiel był przecież najbardziej eko – czyli ekonomiczny. Pomimo że ekogroszek wydawał się (a może nadal się wydaje) być paliwem tanim to w jednym z kolejnych wpisów postaram się przedstawić pozytywne strony gazu. Pewnie niektórzy czytelnicy powiedzą „u mnie nie ma gazu”. Odpowiadam u mnie też nie ma, ale już jest. Gaz ze zbiornika to nie zbrodnia na naszych finansach, a może również estetycznie wyglądać – bo zbiornik można wkopać w grunt i widać tylko zielony wyłaz rewizyjny, który komponuje się z trawnikiem.

Warto na sam koniec napisać,  że jest jeszcze kilka błędów, które zauważyłem na innych budowach (okiem elektryka), o których wcześniej nie wspomniałem:

  • zbyt mała ilość gniazdek elektrycznych
  • brak instalacji alarmowej na etapie instalacji
  • nie poprowadzona lub nie przemyślana instalacja TV/SAT
  • brak cyrkulacji CWU
  • nie rozprowadzone instalacje przyłącza internetu

Zapraszam do komentarzy

Tematy na bloga

Witam,

Pierwszy wpis niebawem się pojawi, jednak już teraz chciałbym abyście wybrali o czym chcielibyście poczytać. Poniżej przedstawiam 11 tematów, które chciałbym opracować, jednak ich kolejność będzie zależała od Was – czytelników. Proszę wpisać w komentarzach tematy od najważniejszego np.: 5,8,7,3,2,9,10,1,4,6,11. Jeśli ktoś ma inny pomysł to czekam na propozycje. Chciałbym by tematy były ciekawe dla Czytelników dlatego cenię Wasze propozycje.

Lista tematów:
1. Czym ogrzewać dom gaz czy ekogroszek?
2. Woda na działce – sposób na własną studnię
3. Sposoby ocieplania budynku – klej w puszczce
4. Planowanie instalacji elektrycznej
5. Co dom potrafi sam – inteligentne instalacje
6. Czy do murowania domu potrzebna jest zaprawa? Dom na piance.
7. Etap budowy – planowanie ogrodu, o czym warto pomyśleć
8. Co oznaczają parametry w przypadku wełny – czy można na tym oszczędzać?
9. My się zimy nie boimy – systemy antyoblodzeniowe
10. Czy można wykonać instalację wod-kan samemu?
11. Jak z garażu zrobić mieszkanie – nasze realizacje